Dzień za dniem nam mija nie wiadomo kiedy. Jak się da to korzystamy z resztek słonecznej pogody i albo siedzimy na ogrodzie, albo jeździmy do parku, na plac zabaw.
Wiktor śmiga na laufradzie jak szalony. Ostatnio dorobił się kasku, po tym jak ze sporej górki odepchnął się na górze, uniósł nogi i.... pojechał na dwóch kołach na sam dół. Ja stałam przerażona i już w wyobraźni widziałam rozwalone czoło, nos, kolana, ręce ;) Na szczęście zjechał szczęśliwe :D
Poza tym moje dzieci coraz częściej bawią się razem. Za nimi już ponad półgodzinne wspólne granie w piłkę, puszczanie baniek, wyścigi na jeździkach. I są dni kiedy słyszę tylko tupot i nawoływania wzajemne "Wikoooo oć!" "Jaaaasiuuuu tu!" :D
Ale spokojnie, bo równie często się biją. Przoduje łap za włosy i sprowadzenie brata do parteru. Przoduje w tym Jasiek, przy czym jak Wiktor się rewanżuje to Jasiek już płacze zanim tamten go dotknie. Ot tak na zapas :D
Po przerwie wakacyjnej wróciliśmy na muzykę. A ponieważ wróciła pani którą Wiktor lubi to i jego zapisałam. W zeszłym tygodniu byliśmy na pierwszych zajęciach. Niestety Wiktor ze swoją nadwrażliwością był lekko przerażony. Jasiek w swojej grupie czuł się jak ryba w wodzie. Po rozmowie z prowadzącą zdecydowałyśmy przesunąć Wiktora do grupy z Jaśkiem, bo może będzie mu raźniej z bratem.
Dzisiaj przed zajęciami prowadząca zadzwoniła żebyśmy przyszli o godzinę wcześniej. Poszliśmy i okazało się że proponują aby to Jasiek przeszedł do grupy Wiktora a nie odwrotnie. Po dzisiejszych zajęciach wygląda na to że to dobre posunięcie. Jasiek daje radę mimo że najmłodszy w grupie, a Wiktor przy Jaśku się rozkręca i jest w miarę dobrze :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz